Antyporadnik
dla singli
Jak skutecznie spier***ić każdą znajomość i dalej mówić, że nie ma normalnych ludzi.
To nie jest książka o tym, jak znaleźć miłość. To brutalnie szczere lustro dla ludzi, którzy mówią, że chcą bliskości, a potem robią wszystko, żeby ją rozwalić.

Nie przegap premiery.
Zostaw e-mail. Dam Ci znać, kiedy „Antyporadnik dla singli” będzie dostępny.
I całe szczęście
Nie znajdziesz tu dziesięciu kroków do miłości, afirmacji przed lustrem, strategii odpisywania po czterdziestu siedmiu minutach ani udawania, że dojrzałość emocjonalna pojawia się po obejrzeniu trzech rolek na Instagramie.
To książka o ludziach, którzy mówią, że chcą bliskości, ale kiedy bliskość zaczyna się naprawdę, robią z niej pole minowe. O tych, którzy udają luz, kiedy im zależy. O tych, którzy analizują stories, zamiast napisać jedno normalne zdanie. O tych, którzy wybierają świadomie syf, a potem mówią, że znowu trafili na kogoś pojebanego.
Najpierw cyrk
Aplikacje, niedopowiedzenia, znikanie, powroty, lajki, stories, chłód udający dystans i całe to współczesne „nie wiem, czego chcę, ale chcę, żeby ktoś chciał mnie”.
Zobaczysz ludzi
Byłych, znajomych, osoby z aplikacji, ludzi od „co tam?”, innych od mieszanych sygnałów i tych, którzy wracają dokładnie wtedy, kiedy przestajesz czekać.
Możesz zobaczyć siebie
Nie w całości (oby). Może w jednym zdaniu. Może w jednej wymówce. Może w jednym głupim schemacie, który brzmi śmiesznie, dopóki nie robi się zbyt znajomy.
Dla tych, którzy widzą ten cyrk
Dla ludzi, którzy mają dość udawania, że współczesne relacje są tylko „skomplikowane”. Czasem są po prostu śmieszne, męczące, absurdalne i boleśnie znajome
Dla tych, którzy mają dość aplikacji randkowych
Tych wszystkich par bez rozmowy, rozmów bez życia, ludzi zostawianych „na później” i wiecznego wrażenia, że niby możliwości jest więcej, a normalności jakby mniej.
Dla tych, którzy widzą absurd stories, lajków i znaków dymnych
Ktoś nie napisze, ale obejrzy. Nie zaprosi, ale zareaguje. Nie powie nic wprost, ale zostawi ślad, żeby druga osoba miała co analizować z psiapsi albo ze swoją głową o drugiej w nocy.
Dla tych, którzy nie chcą już kolejnej grzecznej książki o relacjach
Bez tekstów o idealnej komunikacji, bez kołczingowego tonu, bez udawania, że każdy problem można rozwiązać trzema ładnymi zdaniami i herbatą z melisy.
Nie rozdziały z poradami. Raczej sceny, które brzmią podejrzanie znajomo... niestety.
Czyli klasyczne „ja niczego nie szukam”, ale z oczekiwaniem, że ktoś jednak będzie pisał, zabiegał i traktował mnie poważnie.
Suche odpowiedzi, opóźnione odpisywanie, testowanie, chłód na pokaz i udawanie, że człowiek ma wyjebane.
Przesuwanie ludzi jak jak na Allegro, porównywanie, zostawianie w koszyku i wieczne poczucie, że może za chwilę będzie ktoś lepszy.
Też na CH. Spokój wydaje się nudny, niedostępność fascynująca, a dramat pachnie jak coś wyjątkowego, dopóki znowu nie kończy się tak samo.
Najwygodniejsza opowieść świata. Tylko czasem warto sprawdzić, czy przypadkiem samemu nie robi się dokładnie tego samego syfu.
Trzy fragmenty
bez grzecznego filtra.
Kliknij kartkę, żeby powiększyć i przeczytać fragment.
Fragment
Pięć aktów
Współczesnego relacyjnego cyrku. Od udawania, że niczego nie chcesz, przez zabijanie rozmów i telefonowe kasyno, aż po relacje, których nie kończysz, i zawodowe singielstwo.

Ukryj potrzeby, zainteresowanie i intencje
Spraw, żeby druga osoba od początku nie wiedziała, czy właściwie w ogóle bierzesz udział w tej grze.
Nie pozwól jej normalnie cię poznać
Kiedy człowiek już się pojawi, niech rozmowa zdechnie, a nowa osoba odpowiada za wszystkie stare historie.
Zamień ludzi w profile i powiadomienia
Zamień ludzi w możliwości i cyfrowe ślady. Miej pełny telefon kontaktów i ani jednego człowieka naprawdę obok.
Nie kończ. Zostaw możliwość powrotu
Kiedy znajomość zaczyna umierać, nie pozwól jej spokojnie odejść. Zostaw niedopowiedzenie i przekonanie, że może jeszcze nie wszystko skończone.
Z pojedynczych zachowań zbuduj całe życie
Najpierw odrzucaj, później niczego nie dawaj, następnie nazwij samotność wyborem, a na końcu ogłoś, że miłość nie istnieje.

Nie celebryta. Nie kołcz. Nie ekspert od cudzych serc.
Ktoś, kto od pierwszych filmów o singlach, relacjach i całym tym współczesnym teatrze zaczął dostawać komentarze, wiadomości i historie, których nie dało się już zbyć jednym krótkim filmem.
Ta książka jest odpowiedzią na to, co zaczęło wracać od ludzi raz po raz: że coś w tych obserwacjach boli, śmieszy, drażni i dziwnie pasuje do tego, co sami widzieli w aplikacjach, rozmowach, randkach, stories, powrotach po czasie i znajomościach, które niby miały być proste, a kończyły się jak mały prywatny kabaret.
Nie powstała z pozycji kogoś, kto chce komukolwiek tłumaczyć życie z palcem podniesionym do góry. Realnie z miejsca, w którym przez długi czas patrzy się na te same schematy, słyszy podobne zdania, czyta podobne komentarze i w końcu przychodzi moment, w którym nie chce się już mówić tego grzecznie.
Ludzie bardzo często nie potrzebują kolejnej pięknej teorii o miłości. Potrzebują czasem zobaczyć cały ten mechanizm bez makijażu: udawany luz, niedopowiedzenia, znikanie, wracanie, analizowanie znaków bez znaczenia, wybieranie chaosu i późniejsze zdziwienie, że znowu wyszło tak samo.
Nie zabieram nadziei.
Zabieram wymówki
To nie jest książka, która głaszcze po głowie i udaje, że wszyscy po prostu „jeszcze nie trafili”. To tekst dla tych, którzy widzą powtarzalność tego cyrku: w rozmowach, aplikacjach, stories, ciszy, powrotach i zdaniach, które brzmią niewinnie, dopóki nie robią z ludzi emocjonalnej poczekalni.
„Szczerość nie jest naklejką na opakowaniu.”
„Nie szukasz niczego. Jasne. Tylko bardzo chcesz, żeby ktoś szukał ciebie.”
„Czasem bardziej rozpada się od czegoś, co nigdy nie dostało nazwy.”
„Ghosting nie jest tajemniczością. Jest brakiem odwagi.”

Wrzesień 2026
To jest ten typ książki, którą zaczynasz czytać z myślą, że będzie o innych. O byłych, znajomych, typach z aplikacji, dziewczynach od stories, ludziach od „co tam?” i tych wszystkich relacjach, które niby miały być lekkie, a zostawiły po sobie dziwny niesmak. A potem nagle możesz trafić na zdanie, przy którym robi się ciszej, bo brzmi trochę za znajomo.
Możesz potraktować to jak książkę o innych. Ale możliwe, że w którymś momencie jedno zdanie zrobi coś gorszego: zabrzmi trochę za znajomo. Nie miej mi tego za złe, tak wygląda życie. Nikt nie jest bez winy.